Chmura tagów
FELIETON - O FETYSZYZACJI OSÓB LGBTQ+ 0
214.jpg

W ciągu ostatnich dwóch lat postanowiłam wyjść z szafy, dokonać coming outu, że nie jestem heteroseksualna. Coraz trudniej było mi siedzieć w ukryciu albowiem to, co działo i dzieje się w Polsce dotyczy mnie także. 

Jestem biseksualna, biromantyczna, bi as fuck. Z jakiegoś powodu myślałam, że zrobię swój coming out i elo. Wiedziałam, że outowanie się jest procesem, ale bardziej wyobrażałam go sobie w kontekście sądu - ktoś mnie zaakceptuje albo nie zaakceptuje, walnie młoteczkiem i bajla. Niezależnie od wyroku “sądów” - byłam gotowa pogodzić się z każdą decyzją. Miałam na to siły, miałam na to przestrzeń. Okazało się, że owszem, coming out jest procesem, ale bardziej jest przebiegiem następujących po sobie i powiązanych przyczynowo określonych zmian.

Zrozumiałam to dopiero za którymś razem, że coming out to praca aktywistyczna. Taka praca, w której są rzeczy, które lubię bardziej - jak sieciowanie się ze swoją społecznością i poznawanie osób, ich historii, doświadczeń czerpanie także od nich wiedzy. I rozmawianie ze społecznością osób o doświadczeniach. Tak, mimo wielu rzeczy, które lubię, będąc coraz bardziej wyoutowaną - bo jak napisałam, jest to proces - w ostatnim czasie pojawiają się jednak takie pytania, “z drugiej strony”, które lubię mniej. A nawet skrycie nienawidzę. Kiedy je słyszę, moje gałki oczne obracają się o 360 stopni i wiem, że nie tylko osobom bi się obracają, ale i lesbijkom oraz innym nieheteronormatywnym osobom. Choć moja biseksualność to wiele różnych aspektów, które są mną, ze mną. Tak to jedno pytanie sprawia, że mam ochotę uciąć rozmowę, przekręcić korbką i cofnąć czas, wycofać się z dyskusji o mnie, bo wolałabym żeby się nie pojawiało.


“To skoro jesteś bi to znaczy, że ty ten też z kobietą? Albo w trójkąciku?”


Cała moja rzeczywistość jest trudna kiedy wokół dzieją się tak okropne rzeczy, ja i moja społeczność doświadczamy dehumanizacji, jawnej homo-, trans, enbyfobii, nie mamy praw, musimy się ukrywać po kątach, i to my robimy coming outy, musimy siadać i mówić “jestem LGBTQIAP+” i nie wiemy co po tym będzie dalej, bo są różne scenariusze. 

Doświadczamy dyskryminacji systemowej, nasz symbol, tęczowa flaga, jest dzisiaj w Polsce przeklęta przez samych rządzących, za tęczę doświadczamy przemocy. Zaś pytanie jakie wobec mnie pojawia się przy coming oucie nie jest “jak się czujesz?”. Tylko ważniejsze jest to z kim uprawiam seks i jak to w tej sferze u mnie wygląda.

Tłumaczę cierpliwie i grzecznie jak to u mnie wygląda z tym ten. Z tym seksem biseksualnym, i że moja orientacja to nie porno, które gdzieś tam migają komuś przed oczami, albo ktoś gdzieś słyszał, bo kolega opowiadał ;) Staram się być zaciskać zęby i być wyrozumiała, bo wiem z czego to wynika - z seksualizacji nas. Z uprzedmiotowienia, z fetyszyzacji. Dla “większości” nieheteronormatywna dziewczyna to obiekt z mainstreamowego filmu dla dorosłych. Kobieta biseksualna jest fetyszyzowana, “mmm trójkącik”. Transpłciowe kobiety też stały się zabawkami erotycznymi gości sprzed monitorów, mają swoje kategorie na pornhubie, które są dehumanizujące i podważające ich tożsamość. Lesbijki jeżeli są widoczne w mainstreamie również - tylko w porno. I na każdą inna osobę ze społeczności osób LGBTQIAP+ znajdzie się jakiś fetysz w katalogu filmów z pomarańczowym logo.

Fetyszyzacja w słowniku języka polskiego oznacza “otaczanie jakichś przedmiotów i zjawisk irracjonalnym kultem” Ciężko mi się zgodzić, żeby to było jakkolwiek o “kulcie”.

Kiedy myślę o fetyszyzacji, myślę o tym, że cisheteronormatywne pany oburzone, że ktosia może nie być nim zainteresowana, to oni i tak nas sobie zawłaszczają wbrew woli i robią sobie z naszego seksu i miłości widowisko. Dla siebie i swoich przyjemności. Bardzo mnie to obrzydza. Obrzydza mnie to zawsze, że kiedy mówię o swojej orientacji ktoś pierwsze o czym myśli, to myśli o tym jak ten seks sobie uprawiam. Z automatu wpisuje mnie w scenkę,”ja, ona i jakiś typ”, może mój partner, może niekoniecznie. I to ja się muszę tłumaczyć, że to nie tak, a nie on ze swoich fantazji. Muszę tłumaczyć, że to stereotyp zbudowany przez patriarchalny system, który zawłaszcza sobie wszystko, tak żeby można było wykorzystać aby usatysfakcjonować “większość”. I to w mojej odpowiedzialności “z góry” jest rozbijanie tej narracji. Osoba, z którą rozmawiam za swoje myśli nie odpowiada, jest niewinna, ja jestem “winna”, że moja orientacja jest nieheteronormatywna.


A co się dzieje, kiedy jakimś cudem przebijamy się do mainstreamu jako normalne osoby, które kochają, są z sobą i tworzą normalne relacje? Zaczyna się straightwashing - wymazywanie relacji nieheteronormatywnych w przestrzeni publicznej. Na przykład, chyba z półtora roku temu na social mediach znajoma rozbijała narrację pewnego portalu informacyjnego, w której opowiadana jest historia dwóch kobiet właśnie. Historia była o miłości dwóch lesbijek zaś portal postanowił sytuację opisać jako historię przyjaźni dwóch dziewczyn reklamujących samochód. Portal edytował post kilka razy w wyniku uwag koleżanki, ponieważ ciężko im było napisać od razu, przełknąć fakt, że to jest historia miłosna lesbijek. Normalna opowieść o dwóch dziewczynach, taką jaka ona jest, romantyczna, trochę o rozstaniu, ale i o powrocie do siebie. Była taką historią, jakie my, osoby nieheteronormatywne po prostu przeżywamy, ale nikt tego nie widzi albowiem nasze historie są przykrywane burzliwymi debatami o naszej seksualności ponad naszymi głowami na twitterze czy na innych social mediach. Zatem redakcja, która widziała obecny “klimat w Polsce” wolała unieważnić historię jaka rzeczywiście działa się w reklamie, bo gdyby to były lesbijki to właśnie tylko ten seks i musi on być pokazany wprost, a jak nie jest to już nie lesbijki, tylko przyjaciółki - oczywiście w domyśle “hetero kobiety”. Jakby po prostu nie mogły się pojawić dwie kobiety i historia ich miłości.

A skoro jesteśmy przy lesbijkach i ich obrazach w popkulturze. W 2020 roku animacji PIXARA pt. “Naprzód” została ocenzurowana postać policjantki - lesbijki. W polskiej wersji zamieniono córkę jej partnerki na “pasierbicę”, ponieważ w naszym polskim kociołku u nas “takie rzeczy” się cenzuruje. Na tik toku widziałam krótki film, gdzie została ta sytuacja świetnie rozbita: osoba autorska wspomnianego filmiku wskazała, że postać z animacji PIXARa jest ocenzurowana, ale jako społeczeństwo mamy się okej z animacją “Film o pszczołach” gdzie ludzka kobieta jest na randce z pszczelim samcem. Z pszczołą, z pszczołą randkuje!!! Albo mamy się okej, że smoczyca z osłem ma dzieci w SHREKU. W Polsce są ludzie, którzy krzyczą, że kobieta z kobietą, które wychowują dziecko to nienaturalne i muszą one zostać wymazywane, jednocześnie włączają swoim dzieciom bajki gdzie kobieta z pszczołą cokolwiek i mają się z tym okej.


No i tak to się dzieje na naszym polskim podołku. Czasem chce mi się krzyczeć w trakcie każdej rozmowy o mojej społeczności osób LGBTQIAP+, że WY NAS K*RWA NIE WIDZICIE!!!” tylko sobie nas wyobrażacie (albo raczej nasz seks). To, co chce mi powiedzieć świat hetero to to, że jako obiekt seksualny tak, jeszcze być możesz, możesz lesbijko, biseksualna kobieto, transpłciowa kobieto, i każda inna niehetoronamtywna, niecispłciowa osobo zaspokajać po cichaczu naszych - głónie - mężczyzn, mogą się do nas ślinić. I jednocześnie mogą wobec nas stosować przemoc (molestowanie w sieci w formie obrzydliwych komentarzy) już nie wspominając o tej przemocy bezpośredniej, której w Polsce doświadczamy ciągle. Możemy być obiektami fantazji, ale kiedy mówimy, że nie. Nie jesteśmy fetyszami, nie jesteśmy obiektami, nie jesteśmy zjawiskami, bo jesteśmy ludźmi, i jest sfera poza seksem żyjemy, w której jak każdy. Budujemy relacje, związki dla nas satysfakcjonujące, monogamiczne czy poliamoryczne gdyż jest to nasza sprawa i naszych osób partnerskich.


Jeszcze raz: nie chcę być czyimś porno. 

Chcę być i żyć pełnią życia. Chcę żeby każda osoba z mojej społeczności mówiła o sobie kim jest i żeby przy każdym coming oucie nie pojawiało się to pytanie, które sprowadza nasze życie tylko do tego co dzieje się w naszych łóżkach. A nawet jeżeli różne rzeczy się dzieją, to po prostu nie musimy się z nich tłumaczyć. (Tak jak nie musi “większość”) 

Albo, że poza ramą łóżka dzieje się inna magia, że kochamy, a nasze comig outy są o tym, kogo chcemy kochać, z kim chcemy być, i że walczymy o prawa dla siebie żeby mieć wybór jaki mają heteroseksualne osoby.


Piszę o tym, bo jest czerwiec, a w czerwcu duma. Czytam przeróżne treści, że się społeczność osób LGBTQIAP będzie obnosić i ma na to cały miesiąc. Cały miesiąc dla osób, które przez cały rok są uniewidzialniane bądź jesteśmy tematem zastępczym. Nie jest jednak tak, że społeczność osób LGBTQIAP+ sobie przyszła i ten miesiąc wybrała. Nie usiadły sobie osoby: lesbijka, osoba biseksualna, transpłciowa, queerowa, interpłciowa, aseksualna, aromantyczna, panseksualna i wiele innych wspaniałych osób i oblizanym koniuszkiem palca przekartkowały kalendarz i uznano “o tu, w czerwcu, wtedy jest ciepło i ładnie, to my sobie będziemy tańczyć” bierzcie flagi, odpalajcie YMCA, jazda!


Duszku na patyku, jak ja bym chciała, żeby historia tak wyglądała.

 

Nasz czerwiec - miesiąc dumy - jest o upamiętnieniu przeciwstawieniu się opresji systemowej wobec społeczności LGBTQIAP+ w tym osób POC (People of Colours) a także pracujących seksualnie, które też tam były i walczyły (i dalej są i walczą) o swoje prawa. Więc jest to upamiętnienie tego co działo się 50 lat temu tam, daleko za oceanem. Należy jednak podkreślić, że w Polsce też mamy kawał historii, a choćby patrzeć na to co dzieje się w ostatnich latach, albowiem na naszym podwórku przechodzimy drogę z uniewidacznianej społeczności do dehumanizowanej. Tworzone są “strefy wolne od LGBT”, w Białymstoku 2 lata temu w czasie parady równości wydarzył się koszmar - bo inaczej tego nazwać nie można - kiedy to maszerujące osoby na paradzie równości zaatakował tłum homofobicznych faszystów. Rok temu odbyła się kampania wyborcza, w której co prawda w pierwszej turze po raz pierwszy w Polsce brał udział polityk, który jest gejem. Niestety kandydat z lewicowego skrzydła nie miał zbyt wielkich szans i w drugiej turze trzeba było wybrać pomiędzy kandydatem, który równał społeczność osób LGBTQIAP+ z “ideologią” a tym, który naszą sprawę wolał przemilczeć. Wygrało większe zło. Po tym opresja wobec naszej społeczności wjechała na pełnej, kiedy to aktywistki za powieszenie tęczowej flagi na pomniku Jezusa zostały aresztowane. I wydarzyła się Tęczowa Noc, kiedy to aresztowano Margo i 48 osób, które szły z nią i okazały solidarność. We wrześniu kolejna osoba ze społeczności popełnia samobójstwo, jakby było zbyt mało ofiar homo- i transfobii z wcześniejszych lat. Kilka tygodni temu znowu, z fundacji, która zrzesza rodziców dzieci LGBTQ+ także przeczytałam informację, że kolejne dziecko nie wytrzymało - zabiło się.


Dla mnie czerwiec to bardziej miesiąc zadumy niż dumy, bo jakoś w głowie podsumowuje sobie to wszystko co się zadziało w Polsce, czego jestem świadkinią. I dlatego to stało się dla mnie ważniejsze niż to co działo się 50 lat temu w klubie STONEWALL INN. Na co w tym roku zwróciła uwagę też Łańka z kolektywu Stop Bzdurom - że my tu mamy swoją historię, w Polsce. Z której wynika nasza tożsamość, to jak nasza społeczność się kształtuje, jak działamy jakie podejmujemy decyzje w swoich życiach i jak żyjemy wobec tego co dzieje się tu i teraz a nie tam i wtedy. I żadnego filmu pornograficznego tam nie ma - zatem niech “większość” przestanie na nas je projektować. Bo to nie są filmy edukacyjne w żaden sposób. A my jako ludzie, jako społeczność osób LGBTQIAP+ nie jesteśmy (czyimiś) fetyszami.

AUTORKA TEKSTU

Baś
Prowadzi dwa konta na Instagramie @dziewczynazszafy_ oraz @femikotki, które walczą z patriarchatem i dyskryminacją. Jest osobą, która ma w sobie wiele głosów i myśli, które wypuszcza w kontrze do tego co dzieje się w Polsce.

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoplo.pl